Montaż

Dziś podzielę się wrażeniami z montażu, który odbył się 2 dni temu.

Urządzenie zostało przywiezione przez instalatorów Pana Adama i Wieśka ( Pozdrawiam !). Muszę przyznać, że ekipa montująca jest godna polecenia. Od początku zrobili na mnie dobre wrażenie, już na wycenie kilka tygodni wcześniej. I potem też się nie zawiodłem. Ja jestem klientem, z natury uporczywym. Kręcę się za monterami, patrzę na ręce, ale nie ze złośliwości. Lubię się czegoś nauczyć, zawsze mnie to ciekawiło. Pan Adam okazał się wyrozumiały, można powiedzieć, wytworzyła się nić porozumienia i rodzinny klimat. Było wesoło a przy tym, zostało mi przemycone sporo wiedzy, zarówno instalatorskiej, jak później obsługowej.

Jak zatem wspomniałem, kociołek wraz z firmowym pudełkiem dotarł kilka minut przed 9 rano. Panowie ochoczo zabrali się do pracy, zaczynając od demontażu obecnego kotła Ocean, który jak wspominałem wcześniej, zawieszony był w łazience a nowy kocioł, miał przyjść prawie na to samo miejsce. Operacja zajęła kilka minut, komplikacjami okazały się płytki, które fliziarz dorobił już po osadzeniu pieca, w latach 90 tych. Zatem było sporo siliconu do cięcia a cokolik z płytek, przeszkadzał w ściągnięciu pieca. Koniec końców – udało się. Piec wywędrował przed dom, zaczęło się mierzenie, znaczenie, znów mierzenie i znów znaczenie. Zaskakujące to, że stary piec Ocean miał fajnie pomyślany zestaw montażowy, gdzie wszystkie przyczepy, zawory na ścianę, były połączone za pomocą taśmy z cienkiego plastiku. Nie było możliwości by zamontować coś źle, krzywo, bo taśma umożliwiała tylko jeden rodzaj montażu. Ariston tego nie ma, mimo że jest 20 lat później ( i to ponad ).

Poza pudłem z kotłem, było jeszcze kilka mniejszych, z zaworami, a także zwoje rur, nakrętek, nypli i innych cudownych patentów dla instalatora.

Po kilku minutach, Ariston już wisiał na ścianie. Udało się go, zgodnie z pierwotnymi ustaleniami, powiesić nieco wyżej od obecnego. Niestety, przez to, że samo urządzenie jest wyższe niż poprzedni kocioł, różnica w wysokości montażu nie jest znacząca. Zrobiło się jednak, znaczenie więcej miejsca przy umywalce, kilka centymetrów Genusa mniej robi różnicę.

Potem nastały prace przy fabrykowaniu rurek, wymianie starych zaworków, odpowietrzników itp. Poza pracami przy kotle, w łazience rozpoczęły się czynności na kominie. Pan Adam na kominie, pan Wiesiek w WC i głuchy telefon przez ciąg kominowy. Trwało to ze 2 godziny, ale zakończyło się sukcesem. Wkład do komina wsadzony, połączony z kolanami, a kolana dochodzą do pieca.

Gdy zawieszony piec miał już jak zasysać i gdzie wyrzucać spaliny, nastąpił test uruchomienia.

I tu wielkie moje zaskoczenie – pytam:

Panie Adamie, co to za taki lekki szum, ledwo słyszalne dzwięki .

Pan Adam: A to Pana żona, puściła wodę w kuchni ciepłą.

Ja: Eeeee?

Pan Adam: No, nie poczekała na koniec, tylko już sprawdza wodę.

Ja: Ale, że to już? Że piec niby działa i teraz podgrzewa wodę???

Pan Adam: No tak, już leci ciepła, proszę spojrzeć, o tutaj – pokazując mi niebieską diodkę na piecu i kwadracik, który otacza symbol kranu na wyświetlaczu kotła – to wskazuje na działanie palnika.

Ja: Eeeeee…. aż nie do wiary, że to już.

Konkludując. Byłem zdumiony, że stojąc przy piecu, nie miałem pojęcia, że on już działa. Mistrzostwo świata. Z kuchni, która mieści się za ścianą, nie słychać go w ogóle. Do tej pory, przy Oceanie, gdy wodę puszczało się lekko, piec piszczał. Gdy odkręciło się wodę na maksymalny poziom, drzwi w łazience strzelały we framudze z powodu spadku ciśnienia, a sam hałas wymiennika ciepła, palnika sprawiał, że nie dało się pomylić, że piec już działa!

Poza tym, że teraz w łazience będę miał bezpiecznie, gdyż spaliny, uszczelnianym kominem, z gumowymi uszczelkami wydostają się przed dom ( ani Ja, ani nikt z mojej rodziny nie zaczadzi się !!!) to jeszcze w pomieszczeniu zostanie więcej tlenu, a dodatkowym bonusem będzie to, że nie będzie różnicy ciśnień na włączonym/wyłączonym piecu, wobec czego drzwi zamilkną na wieki :)

Po montażu, zostały sprawdzone szczelności, z uwzględnieniem gazu, świeżo skalibrowanym czujnikiem.  Doszła też nowa rurka – na kondensat. Obecna łazienka, czeka na remont, więc docelowo wszystko wyląduje pod filizami, jednak teraz, póki co skropliny wydostają się rurką, wprost pod wannę. Potem lawina pytań o obsługę z mojej strony i zgłoszenie reklamacji, na koniec. Okzazało się, że piec ma wgniecioną przednią część obudowy – taki przyszedł w pudełku. Pan Adam zapisał co ma dostarczyć, skrupulatnie w swoim notatniczku. Do listy doszła jeszcze inna, estetyczna rurka na skropliny, gdyż zastosował paten tymczasowy w postaci węża z pralki. Wszystko skończyło się po 16:40, więc z 4-5 godzin które miała trwać instalacja zrobiło się prawie 8. Zapłaciłem, niestety za adaptację ( szkoda, że tych kosztów też nie zwraca, chociaż w jakimś stopniu Ariston :( ) i panowie pojechali.

Nie było jednak tak różowo. Umówieni byliśmy, na poprawki w poniedziałek-wtorek. Jednak już wieczorem, w łazience poczułem zapach gazu. Żona zapewniała mnie, że się mylę – aż do dnia następnego, kiedy sama poczuła i mnie wezwała na wąchanie. Telefon do Pana Adama – Będę za 1,5 godziny, co więcej, przywiozę od razu pokrywę i wymienię rurkę na ładniejszą. Tak ma działać kontakt z serwisem/instlatorem! Faktycznie, po około 2 godzinkach A&W zjawili się z nową pokrywą, którą niezwłocznie wymienili i czujnikiem do szczelności gazu. I co? Wyszło na moje – na jednej uszczelce, uchodził metan! Szybka zmiana złączki, nowa uszczelka i na czujniku zapadła błoga cisza! Udało się! Do tego straszny wąż z pralki, zamienił się w ładną rurkę i tym samym, zakończyła się moja przygoda z instalacją pieca Ariston Genus Premium EVO 24 FF

 

Ostatnie wpisy
Skontaktuj się z nami:

Napisz wiadomość

Nie czytelne? Zmien teks. captcha txt
anna montaż i uruchomieniekszysztof przygotowanie